Rynek pecetów dla graczy stale rośnie

Przed końcem grudnia ubiegłego roku dowiedzieliśmy się, że rynek e-sportu, VR-u, gamingowego wideo oraz cyfrowej dystrybucji (na PC, konsolach i mobilkach) uzyskał wartość 91 miliardów dolarów. Warto podkreślić, że najlepszy wynik zanotowała ostatnia branża, która – przede wszystkim dzięki smartfonom i tabletom – wygenerowała ponad 40 miliardów dolarów przychodu.

Jednakże gamingto nie tylko oprogramowanie. Każdy, kto chce grać, musi mieć odpowiedni sprzęt. Nie tak dawno Sony chwaliło się doskonałą sprzedażą PlayStation 4 we wszystkich wersjach. Z innego założenia wychodzi Microsoft, który już jakiś czas temu oznajmił, że nie zamierza dzielić się uzyskiwanymi wynikami.
Bardzo popularna jest także gra na pecetach – rzeczywistość dowodzi, że stacjonarne komputery wcale nie umierają. Co ważniejsze, radzą sobie na tej płaszczyźnie doskonale.

Z raportu, jaki opublikowała Agencja Jon Peddie Research wynika, że rynek gamingowych pecetów w ubiegłym roku przekroczył wartość 30 miliardów dolarów. Dla porównania, w roku 2015 kwota ta wyniosła nieco ponad 24,5 miliarda dolarów, a wynik prognozowany na rok 2016 wynosił 26 miliardów, czyli mniej niż faktycznie uzyskana kwota.

Sprzęt wysokiej klasy stanowi 43% całkowitej wartości. Nietrudno zauważyć, że dokładnie taki sam wynik (biorąc pod uwagę udział procentowy) pojawił się w roku 2015. Znaczny wpływ na uzyskany wynik ma Nvidia, która wprowadziła GTX-y seria 10, dając tym samym dowód na to, że z przedmiotowego sprzętu można jeszcze dużo uzyskać. Ogólnie rzecz ujmując, cała gałąź „high-endu” zwiększyła się z niespełna 11 do ponad 13 miliardów dolarów, choć wynik niższy o jedno oczko byłby równie dobry.

Ponad 10 miliardów dolarów wyniosła w 2016 roku średnia półka – dla porównania, rok wcześniej był to wynik 7,6 miliarda dolarów. Prawdą jest, że nie każdy człowiek chce wydać ponad dwa tysiące złotych (a niekiedy nawet więcej) na samą grafikę. GTX 1060, jak również Radeony RX 480 udowodniły, że nie ma konieczności inwestowania tak dużych kwot po to, by cieszyć się płynną rozgrywką.

Pojawił także interesujący trend – w czasie, gdy wartość sprzętów z najwyższych i średnich półek pnie się ku górze, ta najniższa, zwana „entry level”, pozostaje bez znaczących zmian. W rzeczywistości oznacza to, że kupując komputer z przeznaczeniem do gier, większość osób woli dopłacić, by korzystać z mocniejszego sprzętu, który posłuży dłużej i pozwoli na bezproblemowe korzystanie. Można więc zakładać, że gros osób, które w roku 2015 nabyły tańsze propozycje, w roku 2016 postanowiło zmodernizować swoje pecety.

W tym momencie pojawia się pytanie, jak będzie wyglądał obecny rok? Na chwilę obecną wszystko wskazuje na to, że będzie on równie dobry. Wyniki sprzętowej ankiety na Steamie wskazują, że zaczynają przesiadać się na nowe sprzęty. Robią to co prawda powoli, ale regularnie. Do tej pory w czołówce zestawienia znajdowały się GTX-y 970 i 960, jednakże zaczynają one stopniowo tracić swoje udziały, ustępując miejsca ubiegłorocznym rozwiązaniom. Jednocześnie zwiększa się taktowanie procesorów i ilość RAM-u.

Zdaniem analityków z JPR, wzrost rynku będzie wzrastał w tempie 6%, i obejmie on nie tylko część wewnętrzną komputerów. Faktem jest, że pod względem ilości sprzedanych monitorów w roku 2015 i 2016 rynek plasuje się na takim samym poziomie, jednak ogólna wartość kupowanego sprzętu posiada tendencję rosnącą. Znaczna część graczy decyduje się na 144-hercowe monitory, które w ubiegłym roku zanotowały największy wzrost.

Jak podaje portal DigiTimes, w roku 2015 sprzedano około 600 tysięcy monitorów, których częstotliwość odświeżania wynosi 144Hz. W roku 2016 było to już 1,2 miliona, a w roku 2017 – według prognoz – wartość ma wzrosnąć dwukrotnie i wynieść 2,5 miliona sztuk. Ponadto jeden z prezesów firmy Asus, nota bene, posiadającej 35-procentowy udział w rynku monitorów gamingowych, twierdzi, że w roku 2017 wynik uzyskiwany do tej pory przez przedsiębiorstwo ulegnie podwojeniu.

Leave a Comment